Witaj,
bardzo proszę, żebyś przeczytał(a) uważnie poniższy artykuł
i ustosunkował(a) się do stwierdzeń zamieszczonych pod nim.
Udział w badaniu jest całkowicie dobrowolny,
więc w każdej chwili możesz wycofać się z niego.
Twoje odpowiedzi będę mogła uwzględnić w analizie wyników jednak tylko wtedy,
gdy wypełnisz kwestionariusz do końca.
Gdy skończysz koniecznie wciśnij guzik "WYŚLIJ"!
Z góry dziękuję! :)
ARTYKUŁ PRZEDRUKOWANY Z JEDNEJ Z GAZET LOKALNYCH:
Mieszkańcy bloku przy ulicy C. stanęli dzielnie w obronie skweru - niewielkiego
zielonego terenu przed ich budynkiem, który przez zarządzającego osiedlem dewelopera,
firmę Z. został skazany na wycięcie. W jego miejsce ma powstać parking.
- Zostalismy oszukani! - mówią zebrani przed budynkiem protestujący lokatorzy.
- Decyzja zapadła bez naszej wiedzy! Nikt nas o tych barbarzyńskich planach nie poinformował!
Gdy lokatorzy kupowali mieszkania, byli przekonani, że będą żyć w otoczeniu zieleni.
Okna niektórych wychodzą na skwer i rosnące na nim drzewa; wszyscy natomiast mogli odetchnąć na
stojących przy wejściu do bloku tonących w zieleni ławkach. Dwa dni temu okazało się, że drzewa
zostaną wycięte, a ten niewielki teren wybetonowany i podzielony na miejsca parkingowe.
- Codziennie wychodzę tu z synem na spacer - mówi ze łzami w oczach młoda kobieta z dzieckiem
śpiącym w wózku - Jeśli firma Z. zabierze nam ten teren, nie wiem, gdzie się podziejemy.
Czy parking nie jest jednak mieszkańcom bloku potrzebny?
- Te miejsca będą przeznaczone tylko dla pracowników administracji firmy Z - denerwuje się starszy
mężczyzna, który zapewnia, że mieszkańcy będą protestować do skutku.
Rzeczywiście - jak poinformował przedstawiciel dewelopera - miejsca parkingowe mają być przeznaczone
dla administracji, której biuro zostanie wkrótce oddane do użytku. Zapewnił, że inwestycja ta jest
po prostu niezbędna.
Nie wiadomo jak długo potrwa i jak zakończy się spór między deweloperem, a walczącymi o swoje
prawa i zielony skwer mieszkańcami.
Wyobraź sobie, że sytuacja ta wydarzyła się na Twoim osiedlu.
Przez kilka lat zdążyłeś (zdążyłaś) już poznać innych
mieszkańców osiedla z widzenia, z wieloma jesteś po imieniu.
Codziennie zdarza się, że zamieniasz z kimś kilka zdań,
ktoś pozdrawia cię uśmiechem w kolejce w sklepie czy podczas spaceru.
Można powiedzieć, że wszyscy należycie do jednej paczki.
Ta bulwersująca sytuacja dotknęła mieszkańców jednego z sąsiednich bloków.
Bardzo wielu z protestujących znasz osobiście lub rozpoznajesz na ulicy.